Środowa operacja rozdzielenia bliźniaczek syjamskich, która rozpoczęła się o 6.45 czasu nowojorskiego, przebiegała bardzo dobrze aż do wczesnych godzin popołudniowych – powiedział PAP pracownik Szpitala Dziecięcego w Filadelfii.
Kłopoty pojawiły się w ostatnich trzech godzinach operacji, już po rozłączeniu dziewczynek – poinformował w czwartek pracownik szpitala, który zastrzegł sobie anonimowość. Podkreślił, że wynikały one nie z czynności chirurgów, którzy pracowali z „mistrzowską precyzją”, lecz z przyczyn naturalnych.
Dodał, że „sama operacja była oczywiście szokiem dla obu organizmów”, gdyż dziewczynki musiały z chwilą rozłączenia rozpocząć niezależne funkcjonowanie.
Kluczowym momentem, który przebiegł bez większych komplikacji, było rozdzielenie wątroby, naczyń krwionośnych i dróg żółciowych. Podobnie ważnym i pomyślnie zakończonym zabiegiem operacyjnym było rozdzielenie wspólnego worka osierdziowego, w którym znajdowały się dwa serca.
Potem nastąpił prawdziwy test organizmów Weroniki i Wiktorii. „Dziewczynki po rozłączeniu musiały na nowo uczyć się oddychać, jeść, trawić, leżeć i poruszać się” – zauważył pracownik szpitala. Zanim jednak podejmą te funkcje życiowe, muszą wyjść ze stanu krytycznego, w jakim – według środowego oświadczenia rzeczniczki szpitala, Marii Stearns – są od chwili rozdzielenia.
Stan krytyczny oznacza niezdolność do samodzielnego utrzymania funkcji życiowych przez organizm. Dziewczynki są więc podłączone do respiratorów i to one podtrzymują ich życie. Szacuje się, że pozostaną w tym stanie co najmniej tydzień.
Korespondent PAP dowiedział się, że nastapiło „wybudzenie” z narkozy blizniaczek. Oznacza to, że wciąż są one nieprzytomne, podtrzymywane przy życiu przez respiratory, zaś ich funkcje życiowe odbywają się jedynie na poziomie odruchowym. „Dziewczynki na przykład poruszają nogami – ale są to tylko odruchy, nie ruchy”, oświadczono PAP.
No related posts.





