Wielkopolska Izba Lekarska manipulowała lekarzami rodzinnymi w trakcie ostatniego konkursu ofert na usługi medyczne w 2004 r. Potwierdzają to sami zainteresowani, rzecznik oddziału NFZ oraz treść kolejnych, publicznych wystąpień Okręgowej Rady Lekarskiej w Poznaniu.
Jak ustaliła „TRYBUNA”, za sprawą stoi Andrzej Grzybowski, obecny radny Prawa i Sprawiedliwości, zarazem przewodniczący Związku Pracodawców Niepublicznych ZOZ, były wiceprezydent Poznania.
Ten sam, który 1 lutego 2002 r., po wypowiedzeniu porozumienia o finansowaniu przez miasto schroniska dla samotnych matek Pro Vita, zaszokował cały kraj. Na pytanie dziennikarki poznańskiej telewizji: „Czy dla Pro Vity można przeznaczyć część pieniędzy gromadzonych na akcję Familijny Poznań?”, Andrzej Grzybowski odpowiedział przed kamerami: „Nie. Samotna matka wychowująca dzieci nie mieści się w modelu Familijnego Poznania. Musimy pokazywać zdrową rodzinę. Ten model matki samotnej, z mniejszą i większą patologią, nie jest propozycją dla młodych ludzi prowadzenia zdrowego życia”.
Nie obeszło się bez publicznych przeprosin. Ich treść okazała się jeszcze bardziej kuriozalna. Tym razem słowa Andrzeja Grzybowskiego zszokowały wielu poznańskich radnych: „W dzisiejszym świecie trudno nadążyć za zmieniającymi się znaczeniami słów” – rzekł prezydent Grzybowski. „Posłużę się wypowiedzią jednej z Czytelniczek Gazety Poznańskiej: Każdy rozsądny człowiek kochający życie, świat i ludzi przyzna, że rodzina to ojciec, matka i dzieci. Wszystkie inne związki wynikają z choroby i cierpienia, czyli patologii”.
Przypomnijmy, że w specjalnej uchwale prezydium Okręgowej Rady Lekarskiej gani tych lekarzy rodzinnych, którzy złożyli oferty do Narodowego Funduszu Zdrowia.
Działacze uznali ich postępowanie za godzące w jedność środowiska i łamiące zasady Kodeksu Etyki Lekarskiej. Zagrozili, że tego typu zachowania będą poddane weryfikacji i będą rozpatrywane przez Wielkopolską Izbę Lekarską w przepisowym trybie.
To już nie przelewki. Przynależność do izby lekarskiej jest obligatoryjna i słono kosztuje. Bez tego w naszym kraju nikt z dyplomem akademii medycznej nie może pracować w swoim zawodzie. W sytuacji rosnącego bezrobocia zastraszyć człowieka, który boi się o swoją pracę, jest bardzo łatwo. Pilnowanie zawodowego interesu można zrozumieć i uszanować, ale gołym okiem widać, że niektórzy poznańscy działacze prowadzą polityczną grę wymierzoną w swojego kolegę, który – los tak zdarzył – jest teraz ministrem zdrowia.
KODEKS ETYKI
Od społecznego niezadowolenia, wywołanego brakiem dostępu do lekarza rodzinnego, do odwołania ministra droga może być krótka. Najpierw sięgnięto po Kodeks Etyki Lekarskiej, bardzo ważny i ceniony w środowisku medyków dokument regulujący stosunek lekarza do pacjenta, relacje lekarz-lekarz oraz zawodowe kontakty lekarzy z pielęgniarkami. Jego nadrzędna zasada brzmi: Dobro pacjenta – najwyższym dobrem. No, ale gdy temu dobru nie po drodze z politycznymi planami, tym gorzej dla dobra
Związek Pracodawców Niepublicznych ZOZ, którym kieruje doktor nauk medycznych, lekarz okulista Andrzej Grzybowski, okazał się szybszy od lekarskiego samorządu i 4 grudnia zawiesił cztery podmioty świadczące usługi lekarza rodzinnego. Jak powiedział Bogumił Urbanek, sekretarz związku, podstawą była nielojalność lekarzy, którzy złożyli oferty w konkursie NFZ wbrew stanowisku 97 proc. solidarnych wobec siebie kolegów. Zdaniem Urbanka, było to działanie na szkodę związku.
JAK SIĘ ROBI BOJKOT
Jedną z rzekomo nielojalnych i zawieszonych była Mirosława Bednarz, szefowa niepublicznego ZOZ Świt w Poznaniu. – Ja się nie boję żadnego zastraszania – mówi. Ń Ja w tym związku nie muszę być. To pan Grzybowski prosił mnie w sierpniu o pomoc, nie ja jego. Nie był zorientowany, a my prowadzimy poradnie rodzinne od 4 lat. Nawet jak udzielał wywiadów, to prosił, by mu pomóc. I Grzybowski, i Urbanek wiedzieli tydzień wcześniej, że składam do biura NFZ ofertę na usługi zakładu podstawowej opieki zdrowotnej. Prezes prosił mnie, bym złożyła ją jak najpóźniej. Mówiłam kolegom, że bojkotowanie konkursu jest podrzynaniem sobie gardła. Złożyłam ofertę, jak każdy inny świadczeniodawca, bo mam do tego prawo. Nie zamknęłam przed sobą drogi. Teraz mam prawo usiąść do stołu z przedstawicielem NFZ i negocjować warunki kontraktu na przyszły rok. Grzybowski mocno obawiał się, że ta wiadomość się rozejdzie, a lekarze posiadający podobne placówki w Poznaniu, jak jeden mąż złożą swoje oferty. Wtedy cały bojkot trafiłby… Nie o to szło. Atmosferę trzeba było podgrzewać. Kto rozniecał ogień pod kotłem? Oczywiście doktor Grzybowski. Stawka 4,71 zł była znana zarządowi już 10 września, ale na zebraniach i w rozmowach z dziennikarzami działacze podawali niższą o 30 proc. Byłam przy tym, jak wrócili z rozmów w Warszawie – mówi Mirosława Bednarz. – Uznali, że o tej wyższej, zaproponowanej przez NFZ, na razie nie będą nikomu mówić, bo lekarze nie przyłączą do Zielonogórskiego Porozumienia Lekarzy Rodzinnych.
Stawka 4,71 zł nigdy nie została oficjalnie zaprezentowana członkom Związku Pracodawców Niepublicznych ZOZ. Bojkot się udał. PiS-owiec Andrzej Grzybowski triumfował. O zdrowie pacjentów jednak ani on, ani żaden z działaczy się nie martwił. Zdaniem prawników, lekarze rodzinni, którzy mieli umowy z NFZ w tym roku, są jednak odpowiedzialni za zachowanie ciągłości leczenia. Złożenie deklaracji przez pacjenta, że będzie się leczył u określonego lekarza jest umową cywilnoprawną. Gdyby któryś z medyków nie chciał przystąpić do konkursu NFZ, to powinien dwa miesiące wcześniej wywiesić w poradni informację, że nie składa swej oferty Funduszowi, a jego usługi wygasają z końcem roku.
Czy bojkot NFZ był w takich okolicznościach złamaniem zasad Kodeksu Etyki Lekarskiej, czy zerwaniem umowy? Kodeks narusza się wtedy, gdy odmawia się pacjentowi lekarskiej pomocy – mówią znawcy zawodu.
* * *
Wszyscy równi
- Warunki konkursu są równe dla wszystkich w całym kraju. Chcę, by wszyscy, którzy chcą leczyć pacjentów, mogli to robić na tych samych warunkach, które przyjęli wcześniej inni lekarze. Nie ma możliwości w chwili obecnej, by stawka za usługi lekarza rodzinnego wzrosła powyżej 4,71 zł – mówił wczoraj w Gorzowie Wlkp. minister Leszek Sikorski. Dodał, że NFZ przystąpi albo do nowego konkursu, albo do rokowań z lekarzami rodzinnymi.
* * *
Każdy sam oceni
Bernadeta Ignaciak, rzecznik poznańskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia: – Prostowaliśmy informacje rozgłaszane przez pana Grzybowskiego i kierowany przez niego Związek Pracodawców Niepublicznych ZOZ, choć nie mogliśmy wcześniej podać dokładnej stawki. Zastrzegliśmy jednak, że nie będzie ona wynosić mniej niż 4,50 zł. Mamy krytyczny stosunek do uchwał Wielkopolskiej Izby lekarskiej, grożącej wykluczeniem lekarzom rodzinnym, którzy będą z nami rozmawiać. Poza tym, do takiego wykluczenia nie ma żadnych podstaw prawnych. (ŁAZ)
* * *
Suwerenna decyzja lekarzy
Z dr. ANDRZEJEM GRZYBOWSKIM, Prezesem Związku Pracodawców Niepublicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej, rozmawia Roman Kamiński
Panie Doktorze, 1 stycznia zbliża się szybkimi krokami, a w wielu regionach Polski lekarze rodzinni nie podpisali nowych umów na świadczenie usług medycznych na 2004 rok. Jak Pan wyobraża sobie pracę lekarzy rodzinnych? Czy dojdzie do porozumienia z NFZ?
- Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni dojdzie do rozmów z NFZ. Mamy też deklarację parlamentarzystów PO, PiS i SLD, że będą starali się zmodyfikować, nawet w tym tygodniu, odpowiednią ustawę. Miałoby to pozwolić na zakontraktowanie przyszłorocznych usług lekarzy rodzinnych jeszcze w tym miesiącu.
Co by się stało, gdyby ustawy nie udało się zmodyfikować?
- Ci koledzy, którzy uczestniczą w konkursie ofert ogłoszonym przez NFZ, nie są w stanie zapewnić wszystkim potrzebującym dostępu do świadczeń lekarza rodzinnego. Jest ich bardzo mało. Biorąc pod uwagę relacje: 95 proc. lekarzy rodzinnych poza konkursem i 5 proc. biorących w nim udział, wydaje się to w ogóle niemożliwe. Znamy negatywną opinię dyrektorów szpitali na temat możliwości przejęcia przez nie obowiązków lekarzy podstawowej opieki rodzinnej. W tej sytuacji, wspólnie z samorządem lekarskim, apelujemy do kierownictwa NFZ i ministra zdrowia o podjęcie rozmów.
Czy musiało dojść do konfliktu?
- Nie, nie musiało, gdyby NFZ w sierpniu zaprosił reprezentantów środowisk medycznych do rozmów. Pamiętajmy, że wiele podmiotów, mimo złożenia ofert, jest bardzo krytycznych wobec warunków kontraktowych. Tu nie chodzi o to, że jedna grupa lekarzy chce coś załatwić kosztem drugiej. Wiadomo, że kwota do podziału jest ograniczona. Swoją drogą, gdybyśmy spojrzeli na sprawę z punktu widzenia ministerstwa, to należałoby zauważyć, że nakłady na ochronę zdrowia co roku rosną. Tych pieniędzy w systemie jest więcej i niezrozumiałe jest dla nas to, że nakłady na poszczególne świadczenia są mniejsze. To jest punkt wyjścia. Próbowaliśmy to wyjaśnić, i okazało się, że plan finansowy ministerstwo przyjęło dopiero 10 dni temu. Trudno było dyskutować, gdy założenia planu były nieznane.
Opinie na temat warunków stawianych przez NFZ są wśród lekarzy podzielone. Wielu stwierdza, że gdyby znało wcześniej stawkę 4,71 zł, a nie 3,40 zł na pacjenta, to uczestniczyłoby w konkursie ofert.
- Lekarze podjęli samodzielną, suwerenną decyzję. My mieliśmy w tej sprawie szereg spotkań. Organizacje lekarskie podejmowały decyzje w sposób demokratyczny. Nie przypominam sobie, żeby ktoś kwestionował na zebraniach takie, a nie inne podejście do konkursu.
Uwzględniam to, co Pan mówi, ale kojarzę fakt szybkiego awansu Leszka Sikorskiego z Poznania na ministra zdrowia z oportunistyczną postawą niektórych jego kolegów lekarzy. Jest też faktem, że akcję bojkotu konkursu NFZ organizowali ludzie związani z PO i PiS.
- Wszyscy mamy jakieś poglądy, ale z pana opinią bym się nie zgodził. Śmiem twierdzić, że protest lekarzy rodzinnych nie miał charakteru politycznego. Pozycja doktora Sikorskiego w środowisku medycznym Wielkopolski była bardzo dobra. Pamiętamy jego postawę w czasie negocjacji kontraktów szpitalnych. Opowiedział się jednoznacznie po stronie dyrektorów szpitali. Wiązano z nim ogromne nadzieje, niezależnie od politycznych zapatrywań. I ja też. To dało mu duży kredyt zaufania. Ocieram się o politykę, wiem, że w polityce nie można negować racjonalnych zachowań. Podkreślam, wiele osób wiązało z nim duże nadzieje, niezależnie od opcji politycznej, jaką reprezentowały. Ja mogę od razu wymienić parę rozsądnych osób w SLD i gdyby ich głos na temat układu Łapiński – Nauman był wysłuchany w odpowiednim czasie, to dziś bylibyśmy w innym miejscu. Dam przykład posła Szkopa, członka sejmowej komisji zdrowia. Ludzie rozsądni są we wszystkich ugrupowaniach politycznych i nawet gdy Platforma Obywatelska spotkała się z Porozumieniem Zielonogórskim, to nie dopatrywałbym się tu drugiego dna. Bardzo chętnie spotkalibyśmy się z klubem SLD, gdyby tylko jego członkowie wyrazili gotowość do takiego spotkania. Gdyby politycy SLD mogliby być tu mediatorami, byłoby znakomicie.
Dziękuję za rozmowę.
Rafał Kozłowski
Trybuna, 9 grudnia 2003 r.
źródło – Zespół Rzecznika Prasowego NFZ
No related posts.





